Posty

Wyświetlam posty z etykietą zima

Szurek na sportowo. Testy piłkarskie czy tylko parodia?

Obraz
Co tydzień lub co jakiś czas. Kilka słów odnośnie tego co wydarzyło się w sporcie na niwie lokalnej, głównie piłkarskiej. Ktoś zadał sobie wiele trudu, by wynająć cały wagon piłkarzy i ściągnąć ich do Polski. Piłkarzy to może zbyt wielkie słowo, wszak niektórzy z nich nie potrafili nawet prosto kopnąć piłki. Lepsi w te klocki są skromni chłopcy na osiedlu, którzy urwali się ze szkoły, albo kopią w „gałę” przepijając „boskim napojem”, bo akurat nic innego nie mają do roboty. Ale tu mowa o piłkarzach profesjonalnych. Ponoć testowanych przez Szachtara Donieck i Dynamo Kijów. Przypomnijmy, gdyby ktoś się nie połapał, Sandecja w styczniowym meczu sparingowym z drugoligową Siarką Tarnobrzeg przegrała 0-5 testując kilka „ciekawych” nazwisk. Zapowiadano ich jako piłkarskich prestidigitatorów. Uściślijmy, chodziło o czterech Ukraińców, Bośniaka i Serba. Mieli to być piłkarze pokroju eks barcelończyka Elli Ken’a, a okazało się, że jedyne co ich łączy z tym byłym graczem również lwowskich Karpat,...

Pustelnik z Ropy – o człowieku, który nie chce pomocy

Obraz
PRAWDA WOKÓŁ NAS Fot. autor Tytuł ma w sobie po trochę z prawdy i fikcji. Pan Tadeusz Koszyk z Ropy, potocznie zwany pustelnikiem, to człowiek skowronek i człowiek sowa w jednym. Wychodzi rankiem, wraca późnym wieczorem. – Najlepiej szukaj go rano. Tak koło siódmej. Wtedy powinien być. Choć powinien nie oznacza musi. Potem, wróci lecz nie wiadomo kiedy. Bywa różnie – informuje mnie Pan Wiesław, który od niedawna dzieli z nim część drewnianego domu. Domu wyjątkowego, po słynnym rzeźbiarzu Antonim Hyblu.  I faktycznie. Zajeżdżam pod wspomniany adres około godziny dwudziestej. Cisza. Nie ma nikogo. Sytuacja powtarza się po raz drugi następnego wieczora. Za trzecim razem obieram inną strategię. Wstaję o szóstej rano. – Tym razem musi się udać – dopinguję samego siebie. Drzwi do izby, w której mieszka Pan Tadek, od zewnątrz przytrzymuje sporej wielkości kamień. Znak to jasny, że nie zdążyłem. Dla pewności stukam jednak w okno. Coś rusza się pod kołdrą. Być może jest to kot lub pies. Kołacz...

W tramwaju

Obraz
Fot. autor Zwykłe i niezwykłe. Krótkie historyjki prosto z naszej codzienności, których nigdy nie brakuje. Za oknem styczeń. Jak na te okoliczności kalendarzowe, temperatura na zewnątrz całkiem sympatyczna. Kilka stopni na plusie. Mimo wszystko przyjemniej siedzieć sobie „w nawet, nawet” - jak to powtarzam - ciepłym tramwaju. Wodzę wzrokiem, czy aby przypadkiem nie zaatakuje "kanar". Kupiłem bilet „Miasto. Strefa 1”. A nie wiem czy do diaska nie jestem przypadkiem w jakiejś aglomeracji bądź innym lichu. Czasami niepewność atakuje mnie w na pozór błahych sytuacjach, zaś w tych bardziej ekstremalnych, czuję się często zbyt pewny siebie. Moją uwagę przykuwa tocząca się nieopodal rozmowa. Lewe ucho mam bliżej. Kolczyk nie przeszkadza. Słyszę nieźle. Zerkam delikatnie. Na oko żona i mąż. Ona liczy sobie pięćdziesiąt parę lat, on jest kilka wiosen starszy. Siedzą naprzeciwko siebie. Vis-à-vis. Niebezpiecznie. – Halina z Arusiem prawie Cię wykiwali! – krzyczy ona. Wiesz w ogóle o co...